Żyjemy w czasach, w których niemal bez przerwy ktoś próbuje nam powiedzieć, jak powinnyśmy żyć.
Co powinnyśmy mieć.
Jak wyglądać.
Ile zarabiać.
Jak spędzać czas.
Jak szybko osiągać cele.
Co oznacza sukces.
A nawet – co powinno dawać nam szczęście.
Wystarczy na chwilę wejść do mediów społecznościowych, żeby zobaczyć dziesiątki gotowych odpowiedzi na pytanie, jak powinno wyglądać „dobre życie”.
Tylko czy to na pewno są nasze odpowiedzi?
Zatrzymaj się i zapytaj: co jest moje?
Im jestem starsza, tym bardziej rozumiem, jak ogromną wartością jest posiadanie własnego wewnętrznego azymutu.
Dla mnie są nim wartości.
To one pomagają mi rozpoznać, co jest moje, a co zostało mi podsunięte przez innych. Co naprawdę jest dla mnie ważne, a czego pragnę tylko dlatego, że świat przekonuje mnie, że powinnam tego pragnąć.
Kiedy znam swoje wartości, łatwiej mi powiedzieć:
tego chcę.
Ale równie ważne staje się:
tego nie chcę. To nie jest moje.
I być może właśnie ta druga umiejętność jest jedną z największych oznak dojrzałości.
Nie wszystko, co można policzyć, ma największą wartość
Coraz więcej rzeczy mierzymy.
Kroki.
Kalorie.
Godziny pracy.
Zarobki.
Zasięgi.
Polubienia.
Efektywność.
Sama technologia nie jest problemem. Może nam przecież bardzo pomagać.
Problem zaczyna się wtedy, kiedy liczby stają się ważniejsze od doświadczenia.
Można zrobić dziesięć tysięcy kroków i nie zauważyć ani jednego drzewa.
Można zrobić piękne zdjęcie zachodu słońca i właściwie tego zachodu nie zobaczyć.
Można osiągnąć kolejny zawodowy cel i nie zadać sobie pytania:
czy ja w ogóle jestem szczęśliwa w życiu, które tak skutecznie buduję?
Dzisiaj podczas spaceru bardziej niż liczba kroków interesuje mnie to, co widzę wokół siebie. Niebo. Drzewa. Światło. Czasem zwyczajna cisza.
I coraz częściej myślę, że właśnie z takich pozornie niewielkich chwil składa się życie.
Wartości chronią nas przed życiem cudzym życiem
Jeżeli nie wiemy, co jest dla nas naprawdę ważne, bardzo łatwo zacząć realizować cudzy scenariusz.
Porównujemy się.
Podejmujemy decyzje dlatego, że „tak trzeba”.
Gonimy za czymś, czego być może nigdy tak naprawdę nie chcieliśmy.
Dlatego warto czasem zatrzymać się i zrobić bardzo prostą rzecz.
Zapytać siebie:
Co jest dla mnie naprawdę ważne?
Nie dla mojej rodziny.
Nie dla znajomych.
Nie dla ludzi w internecie.
Nie dla świata.
Dla mnie.
Spokój?
Wolność?
Miłość?
Zdrowie?
Bliskość?
Bezpieczeństwo?
Rozwój?
Prawda?
Niezależność?
A później zadać sobie drugie, znacznie trudniejsze pytanie:
Czy moje codzienne decyzje są zgodne z tym, co właśnie wymieniłam?
Bo wartości nie są słowami, które ładnie wyglądają zapisane w notesie.
Wartości widać w naszych wyborach.
Świadomość daje nam wybór
Nie jesteśmy w stanie odciąć się od wpływu świata. I chyba nawet nie o to chodzi.
Możemy jednak nauczyć się zauważać ten wpływ.
Zatrzymać się przed automatyczną reakcją.
Sprawdzić, czy dana decyzja rzeczywiście jest nasza.
Dla mnie właśnie tutaj zaczyna się świadomość.
Nie w wielkich deklaracjach.
W małych momentach, kiedy zamiast kolejny raz działać automatycznie, pytam siebie:
Dlaczego właściwie to robię?
Czy naprawdę tego chcę?
Czy ta decyzja jest zgodna ze mną?
Jaką cenę jestem gotowa za nią zapłacić – i czy naprawdę chcę ją zapłacić?
Mój azymut
Nie chcę już żyć według cudzej definicji sukcesu.
Nie potrzebuję mieć wszystkiego.
Chcę umieć zauważyć to, co już mam.
Chcę mieć czas, żeby zobaczyć drzewa podczas spaceru.
Chcę mieć ludzi, przy których mogę być sobą.
Chcę podejmować decyzje, po których czuję wewnętrzny spokój.
I chcę mieć odwagę zmienić kierunek, kiedy odkrywam, że droga, którą idę, przestała być moja.
Bo świat będzie się zmieniał.
Trendy będą się zmieniały.
Ludzie będą próbowali przekonywać nas do kolejnych definicji szczęścia.
A wtedy dobrze mieć coś, czego nie trzeba szukać na zewnątrz.
Własny azymut.
Na koniec zostawię Ci jedno pytanie:
Gdybyś na chwilę przestała/ł słuchać tego, czego oczekuje od Ciebie świat – co dzisiaj wybrałabyś/wybrałbyś dla siebie?
Aneta Maria Jóźwiak
Świadomość i Struktura


